Strona główna Turystyka

Tutaj jesteś

Jakie jest największe zwierzę na świecie? Odkryj morskie olbrzymy!

Turystyka
Jakie jest największe zwierzę na świecie? Odkryj morskie olbrzymy!

Nie jesteś pewien, jakie jest największe zwierzę na świecie i skąd w ogóle wzięły się morskie olbrzymy. W tym artykule poznasz rekordowe gatunki, mechanizmy ich powstania oraz realne zagrożenia, z jakimi mierzą się walenie. Dowiesz się też, czy masz szansę zobaczyć wieloryba nawet… w Bałtyku.

Co jest największym zwierzęciem na świecie?

Na to pytanie większość osób odpowiada odruchowo. Płetwal błękitny. I ma rację, bo wśród współczesnych zwierząt nie ma sobie równych. Co więcej, płetwal błękitny jest w praktyce także największym zwierzęciem w historii Ziemi, większym masą od ogromnych zauropodów, takich jak titanosaur czy argentinozaur. Dziś jednak badania paleontologiczne pokazują, że w przeszłości mógł żyć jeszcze cięższy wieloryb, Perucetus colossus. To powoduje ciekawe zamieszanie wokół tytułu absolutnego rekordzisty.

Warto rozróżnić dwa parametry. Długość i masę ciała. Lądowe giganty, jak titanosaur, mogły mieć nawet 37 metrów długości, ale ich masa sięgała około 70 ton. Tymczasem płetwal błękitny o długości do 30–33 metrów ważył nawet 180–200 ton. Oceniając największe zwierzę świata w ujęciu biologicznym, naukowcy biorą pod uwagę właśnie masę. Bo to ona decyduje o skali wyzwań fizjologicznych, jakie musi unieść organizm.

Płetwal błękitny – wymiary, masa i rekordy

Płetwal błękitny (Balaenoptera musculus) należy do fiszbinowców, czyli grupy waleni pozbawionych zębów, wyposażonych w specjalne fiszbiny. Dorosłe samice, zwykle większe od samców, osiągają około 25–28 metrów długości. Rekordowe osobniki z czasów intensywnego wielorybnictwa miały nawet 33 metry długości i ważyły do 180–200 ton. Dla porównania. Serce płetwala waży tyle co mały samochód. Język może mieć masę jednego słonia afrykańskiego.

Co imponuje jeszcze bardziej, to zapotrzebowanie na pokarm. Płetwal nie poluje na duże ryby. Zjada drobne organizmy. Przede wszystkim kryl i zooplankton. Szacuje się, że dziennie pochłania około 4 ton pokarmu, czyli nawet 40 milionów małych skorupiaków. Dzięki wydajnemu sposobowi żerowania potrafi stosunkowo szybko uzupełnić ogromne wydatki energetyczne związane z migracjami między strefami żerowania a miejscami rozrodu.

Analizy biomechaniczne pokazują, że natura wyznaczyła dla płetwala bardzo konkretny limit. Gdyby przekroczył około 33 metrów długości, nie byłby w stanie dostatecznie szybko zamykać pyska podczas tzw. żerowania wypadowego. Opór wody przy takim rozmiarze powodowałby za duże straty energii. To przykład samoregulacji ewolucyjnej. Gatunek rośnie tylko do momentu, w którym bilans energetyczny wciąż pozostaje dodatni.

Perucetus colossus i odkrycia paleontologiczne

W ostatnich latach ogromne emocje wzbudziło odkrycie w dolinie Ica w południowym Peru. Paleontolodzy znaleźli tam niezwykle masywne kości starożytnego wieloryba, którego nazwano Perucetus colossus. Odkryto trzynaście kręgów, cztery żebra i kość biodrową. Ich grubość i gęstość zaskoczyły badaczy. Początkowo niektórzy mylili te kości z głazami. Dopiero dokładne analizy ujawniły, że to pozostałości ogromnego ssaka morskiego sprzed około 37–39 milionów lat.

Na podstawie porównania masy szkieletu z innymi walenami wyliczono, że ciało Perucetusa mogło ważyć nawet do 340 ton. Byłby więc potencjalnie cięższy niż najmasywniejszy znany płetwal błękitny. Co ciekawe, długość Perucetusa prawdopodobnie była mniejsza. Około 20 metrów. Olbrzymią masę zapewniały mu wyjątkowo gęste kości i grube tkanki mięśniowe oraz tłuszczowe, niezbędne do utrzymania wyporu w wodzie.

Nie wszyscy naukowcy są w pełni zgodni z najwyższymi szacunkami masy. Część badaczy podchodzi do tych wyliczeń ostrożnie i proponuje przyjęcie niższego zakresu. Nawet konserwatywne założenia pokazują jednak, że bardzo duże wieloryby istniały już prawie 40 milionów lat temu. To zmienia obraz ewolucji waleni i sugeruje, że gigantyzm mógł pojawiać się w tej grupie wielokrotnie, w różnych epokach geologicznych.

Dlaczego oceany sprzyjają gigantyzmowi

Żeby zrozumieć, skąd wzięły się takie kolosy jak płetwal błękitny czy Perucetus colossus, musisz spojrzeć na ich środowisko. Ocean to idealne miejsce dla ogromnych zwierząt. Woda częściowo znosi działanie grawitacji. Siła wyporu zmniejsza obciążenie kości i stawów. Dzięki temu masa ciała nie jest tak dużym ograniczeniem, jak na lądzie. Nie trzeba budować tak ekstremalnie masywnych kończyn nośnych jak u titanosaura.

Drugi aspekt to dostęp do energii. Otwarte wody oceaniczne mogą być niezwykle produktywne biologicznie. Zjawisko upwellingu, czyli wynoszenia głębokich, bogatych w biogeny wód na powierzchnię, sprawia, że fitoplankton rozmnaża się w ogromnych ilościach. A za nim podąża zooplankton, którego przysmakiem są fiszbinowce. W miejscach silnego upwellingu powstają prawdziwe stołówki dla waleni. To fundament ich gigantycznych rozmiarów.

Bycie olbrzymem w oceanie daje też szereg przewag. Duża masa ciała zmniejsza ryzyko ataku drapieżników. Dorosły płetwal błękitny praktycznie nie ma naturalnych wrogów. Wielkie rozmiary poprawiają także efektywność pływania na długich dystansach. Większe zwierzęta zużywają relatywnie mniej energii na jednostkę masy przy dalekich migracjach. Dlatego walenie mogą sezonowo podróżować tysiące kilometrów między rejonami obfitującymi w pokarm a miejscami rozrodu w cieplejszych wodach.

W wodzie grawitacja nie znika, ale jej skutki stają się łagodniejsze. To otwiera drogę do rozmiarów, które na lądzie zwyczajnie by kościom i układowi krążenia nie wybaczyły.

Jak ewolucja i zmiany geologiczne doprowadziły do powstania morskich gigantów?

Dzisiejsze walenie nie pojawiły się nagle. Ich historia trwa około 50 milionów lat. Najdawniejsi przodkowie byli lądowymi ssakami przypominającymi z wyglądu połączenie psa, jelenia i hipopotama. Stopniowo zaczęli spędzać coraz więcej czasu w wodzie. Najpierw w płytkich przybrzeżnych lagunach. Później w otwartym oceanie. Ewolucja przebudowała ich kończyny w płetwy. Nos przeniosła w górę czaszki, tworząc nozdrza na szczycie głowy. Zmieniła także sposób poruszania się i zdobywania pokarmu.

Co ciekawe, największe rozmiary walenie osiągają dopiero w ostatnich 2,5 miliona lat. To okres gwałtownych zmian klimatycznych oraz serii epok lodowych. W tym czasie zmienia się także układ kontynentów, cyrkulacja oceaniczna i poziom dwutlenku węgla w atmosferze. Te procesy, choć zachodzą powoli w skali ludzkiej, w skali geologicznej są bardzo dynamiczne i potrafią diametralnie przestawić funkcjonowanie całych ekosystemów morskich.

Rola wymierania dinozaurów i otwarcie nisz ekologicznych

Wielkie wymieranie na granicy kredy i paleogenu, często kojarzone z uderzeniem asteroidy i intensywnym wulkanizmem, usunęło z Ziemi nielotne dinozaury. Nie dotyczyło to jedynie gadów lądowych. W oceanach wymarło też wielu ówczesnych drapieżników, które zajmowały szczytowe poziomy troficzne. Powstała ogromna, wolna nisza ekologiczna. To okno szansy, które wykorzystały później przodkowie waleni.

W pierwszych milionach lat po wyginięciu dinozaurów w morzach było relatywnie mniej dużych drapieżników. Wejście lądowych ssaków do oceanu stało się więc bezpieczniejsze. Mogły stopniowo przystosowywać się do nowego środowiska. Najpierw jako półwodne formy, później jako w pełni wodne walenie. Z czasem przejęły rolę nowych gigantów morskich. Ewolucja wykorzystała okazję, którą stworzyła katastrofa geologiczna.

Wpływ upwellingu, epok lodowych i zmiany cyrkulacji oceanicznej

Okres epok lodowych, który rozpoczął się około 2,5 miliona lat temu, nie tylko przyniósł lądolody na dużych szerokościach geograficznych. Zmienił także sposób, w jaki zachowują się oceany. Ochłodzenie klimatu, połączone z ukształtowaniem współczesnego układu kontynentów, zwiększyło wydajność upwellingu. W wielu rejonach świata zaczęły powstawać ogromne strefy produkcji fitoplanktonu. To przełożyło się na znaczny wzrost liczebności krylu i innego zooplanktonu.

W tym samym czasie nastąpiły dwie wielkie zmiany geologiczne o globalnym znaczeniu. Wypiętrzenie Himalajów oraz zamknięcie Przesmyku Panamskiego. Pierwsze zjawisko zintensyfikowało wietrzenie chemiczne skał. To z kolei obniżyło stężenie CO₂ w atmosferze i sprzyjało dalszemu ochłodzeniu. Drugie przekształciło cyrkulację oceaniczną, separując wody Atlantyku i Pacyfiku oraz wzmacniając prądy północnoatlantyckie.

Efekt był prosty. Więcej zimnych, bogatych w składniki odżywcze wód na powierzchni. Więcej planktonu. A więc i więcej pokarmu dla fiszbinowców. W takich warunkach opłacało się rosnąć. Duże ciała lepiej radziły sobie z migracjami między sezonowo produktywnymi rejonami oceanu. Ewolucja sprzyjała więc największym osobnikom, a z czasem doprowadziła do pojawienia się prawdziwych gigantów.

Jakie przystosowania umożliwiają olbrzymom efektywne żerowanie?

Sam ocean i jego produktywność nie wystarczą, żeby powstał gigant. Zwierzę musi jeszcze umieć efektywnie korzystać z dostępnego pokarmu. U waleni wykształciły się dwa zupełnie różne zestawy narzędzi. Jedne u zębowców, takich jak kaszalot czy morświn. Drugie u fiszbinowców, do których należą płetwale. Te strategie łączy jedno. Maksymalne wykorzystanie energii zawartej w małej, rozproszonej zdobyczy.

Zębowce polują aktywnie na pojedyncze ofiary. Duże ryby, kałamarnice, czasem ssaki morskie. Fiszbinowce poszły w kierunku masowego odcedzania maleńkiego pokarmu z ogromnych objętości wody. W obu przypadkach ewolucja stworzyła wysoce wyspecjalizowane narządy. Melon u zębowców. Fiszbiny i worek gardłowy u fiszbinowców. Te struktury są tak unikalne, że trudno znaleźć ich odpowiedniki w innych grupach kręgowców.

Fiszbin i metoda wypadowa filtracji pokarmu

Fiszbin to elastyczne płytki zbudowane z keratyny, wyrastające z podniebienia fiszbinowców w miejscu, gdzie inne ssaki mają zęby. U największych waleni tworzą one całe rzędy, liczące setki, a nawet tysiące płytek. Między nimi rozpostarte są delikatne włókna tworzące coś w rodzaju sitka. Podczas żerowania walenie zasysają ogromne ilości wody wraz z krylem, po czym wypychają wodę na zewnątrz, zatrzymując organizmy pokarmowe na fiszbinach.

U płetwali fiszbin współpracuje z niezwykłą budową pyska i gardła. Dolna szczęka stanowi nawet jedną trzecią długości ciała. Skóra na spodzie pyska tworzy pofałdowany worek gardłowy, który rozciąga się aż do okolic pępka. W trakcie żerowania może on rozszerzyć się jak gigantyczny balon i pomieścić kilkadziesiąt metrów sześciennych wody. Zwierzę podpływa od spodu do gęstej chmury planktonu, gwałtownie otwiera pysk i nabiera wodę niczym łyżka koparki.

Taki styl zdobywania pokarmu określa się jako metodę wypadową. Jest niezwykle wydajny w miejscach, gdzie plankton występuje w dużych zagęszczeniach. To właśnie tam płetwale potrafią w krótkim czasie zapełnić swój energetyczny „bak”. Jednak ta technika ma swoje ograniczenia. Im większy wieloryb, tym trudniej mu przyspieszać i manewrować wokół uciekającej chmury planktonu. Stąd wspomniany wcześniej naturalny limit rozmiarów wyliczony dla płetwala błękitnego.

  • fiszbinowce filtrują wodę, polując na drobne skorupiaki i ryby,
  • płetwal błękitny potrafi pochłonąć jednorazowo kilka ton wody z krylem,
  • worek gardłowy i elastyczna żuchwa zwiększają objętość pobieranej wody kilkukrotnie w stosunku do spoczynkowej pojemności pyska.

Historia fiszbinów ma też ludzki wątek. Fiszbiny były przez wieki ważnym surowcem w wielorybnictwie. Ich elastyczność i wytrzymałość sprawiły, że stały się materiałem na usztywnienia gorsetów, biustonoszy, krynolin, parasolek czy kołnierzyków. W wielu społecznościach, na przykład na Azorach, fragmenty fiszbinów weszły do tradycyjnych strojów jako element konstrukcyjny imponujących kapturów.

Melon, echolokacja i polowanie w głębinach

Druga wielka linia waleni, zębowce, postawiła na aktywne polowanie przy pomocy echolokacji. Ich znak rozpoznawczy to melon. Specjalny narząd tłuszczowy w przedniej części głowy. Działa on jak soczewka akustyczna. Skupia i kształtuje wysyłane impulsy dźwiękowe. Te fale odbijają się od obiektów w otoczeniu i wracają do zwierzęcia, gdzie są odbierane przez czuły aparat słuchowy.

Dzięki temu rozwiązaniu walenie zębate dosłownie „widzą” dźwiękiem. Nawet w zupełnej ciemności głębin, gdzie światło słoneczne nie dociera, potrafią stworzyć bardzo dokładny obraz otoczenia. Królem takiego polowania jest kaszalot. Ten ogromny zębowiec schodzi na głębokość kilkuset, a nawet ponad tysiąca metrów. W tej mrocznej strefie ściga wielkie kałamarnice, w tym słynne kałamarnice olbrzymie. Ślady po przyssawkach na skórze kaszalotów świadczą o ostrych starciach w głębinach.

Echolokację wykorzystują również mniejsze gatunki, takie jak delfiny czy morświn (Phocoena phocoena). Ten ostatni jest szczególnie istotny dla naszego regionu, ponieważ to jedyny gatunek waleń, który stale zamieszkuje Morze Bałtyckie. Morświn operuje w wodach często mętnych i słabo prześwietlonych, gdzie wzrok bywa zawodny. System dźwiękowy pozwala mu unikać przeszkód, lokalizować ryby i komunikować się z innymi osobnikami.

Walenie kontra człowiek – zagrożenia, skutki i działania ochronne

Choć dorosłe wieloryby nie mają naturalnych wrogów w oceanie, zmagają się z przeciwnikiem, którego siła oddziaływania jest ogromna. Człowiek. Od kilku stuleci to właśnie nasza działalność stanowi największe zagrożenie dla waleni. Zaczęło się od epoki intensywnego wielorybnictwa, kiedy masowe połowy przetrzebiły populacje wielu gatunków do ułamka ich pierwotnej liczebności.

W przeszłości polowano na walenie głównie dla tłuszczu, mięsa, fiszbinów i spermacetu. Tłuszcz przerabiano na olej i świece. Spermacet z głów kaszalotów trafiał do produkcji wysokiej klasy świec, maści i smarów. Fiszbiny dostarczały tworzywa do gorsetów, biustonoszy i wielu elementów codziennego użytku. Skala połowów była tak duża, że już na początku XX wieku naukowcy alarmowali o możliwym wyginięciu kilku gatunków.

Zmiana przyszła dopiero w drugiej połowie XX wieku. Międzynarodowa Komisja Wielorybnicza wprowadziła w 1986 roku moratorium na komercyjne połowy wielorybów. Był to przełomowy krok, który radykalnie ograniczył legalne łowy. Jednak nie wszystkie kraje dostosowały się do tych ustaleń. Norwegia, Islandia czy Japonia wciąż prowadzą połowy, powołując się na tradycję, badania naukowe lub własne regulacje prawne.

Równolegle do regulacji prawnych rosła rola organizacji ochrony przyrody. Fundacja WWF Polska aktywnie angażuje się w działania na rzecz waleni, nagłaśniając problem zagrożeń i promując odpowiedzialną politykę morską. Na poziomie globalnym stan wielu gatunków monitoruje IUCN, czyli Międzynarodowa Unia Ochrony Przyrody. Najnowsze dane wskazują, że 6 z 13 gatunków dużych wielorybów jest uznawanych za zagrożone lub narażone.

Współczesne zagrożenia nie kończą się na bezpośrednich połowach. Możesz wyróżnić kilka głównych grup problemów.

  • przypadkowe zaplątanie w sieci i narzędzia połowowe,
  • kolizje z dużymi statkami na głównych szlakach żeglugowych,
  • hałas podwodny, który zakłóca echolokację i komunikację,
  • zanieczyszczenia chemiczne i plastikowe, kumulujące się w tkance tłuszczowej,
  • utrata i degradacja siedlisk, w tym krytycznych żerowisk i tras migracyjnych,
  • postępujące ocieplenie klimatu, wpływające na rozmieszczenie planktonu i krylu.

Silne powiązanie waleni z kondycją oceanów sprawia, że ich los jest traktowany jako wskaźnik stanu środowiska morskiego. Raporty o „niebieskich korytarzach” migracyjnych pokazują, jak istotne jest utrzymanie ciągłości tras, którymi poruszają się wieloryby między letnimi i zimowymi siedliskami. Każde nowe pole wydobycia ropy, każda trasa kontenerowców czy wielkoskalowe połowy ryb mogą przecinać te korytarze i zwiększać ryzyko konfliktu między człowiekiem a walenami.

Czy w Bałtyku można spotkać wieloryby?

Dla wielu osób wieloryby kojarzą się wyłącznie z otwartym Oceanem. Arktyką, wodami subantarktycznymi albo wielkimi basenami Pacyfiku i Atlantyku. Tymczasem nawet nasze stosunkowo niewielkie i słonawe Morze Bałtyckie ma swoją historię spotkań z walenami. Stałym mieszkańcem Bałtyku jest morświn, czyli niewielki zębowiec. Jego bałtycka populacja jest niestety krytycznie zagrożona wyginięciem.

Morświn nie osiąga rozmiarów wieloryba. Ma około 1,5–2 metrów długości. Jednak biologicznie to pełnoprawny przedstawiciel rzędu waleni. Bałtyk nie oferuje odpowiednich ilości pokarmu dla największych fiszbinowców. Wody są stosunkowo ubogie w kryl i duże koncentracje planktonu, których potrzebuje płetwal błękitny czy płetwal zwyczajny. Dlatego wielkie wieloryby pojawiają się tu rzadko i przeważnie są to osobniki zabłąkane.

Walenie, które trafiają do Bałtyku, można podzielić na trzy grupy.

  • stali bywalcy, którzy odwiedzają Bałtyk przez miesiące lub lata, ale nie tworzą stałych populacji,
  • goście sezonowi, pojawiający się przy sprzyjających warunkach hydrograficznych,
  • zbłąkani wędrowcy, najczęściej fiszbinowce, które przypadkowo wpływają i zwykle nie znajdują drogi powrotnej.

Do stałych bywalców należą na przykład delfiny białonose, regularnie obserwowane w zachodniej części akwenu. W przeszłości sporadycznie do Bałtyku wchodziły także białuchy, które potrafiły spędzać tu kilka lat. Z kolei finwale są typowym przykładem gości sezonowych, widywanych w wodach duńskich i zachodnim Bałtyku.

Największe zainteresowanie budzą jednak wizyty prawdziwych gigantów. Historyczne źródła opisują przypadki płetwali błękitnych w zachodnim Bałtyku. Odnotowano m.in. trzy obserwacje tego gatunku w rejonie Kattegatu i Małego Bełtu w XIX i XX wieku. W Bałtyku pojawiały się też inne duże fiszbinowce. Humbaki, wieloryby biskajskie czy wale szare. Niestety często były to osobniki skazane na śmierć, które nie potrafiły odnaleźć wyjścia na otwarte oceaniczne wody.

Jeśli kiedykolwiek usłyszysz o wielorybie w Bałtyku, miej świadomość, że to niemal zawsze zwierzę w tarapatach. Najczęściej jest osłabione, niedożywione i zagubione w płytkich, zatłoczonych ludzką aktywnością wodach.

Choć prawdopodobieństwo zobaczenia w Bałtyku płetwala błękitnego jest bardzo małe, świadomość, że nawet do tego morza mogą zawitać morskie olbrzymy, dobrze pokazuje skalę ich wędrówek i złożoność życia waleni. A troska o morświna jako jedynego stałego przedstawiciela tej grupy w naszym regionie staje się ważnym testem, jak bardzo jesteśmy gotowi chronić morskie ssaki, z którymi dzielimy planetę.

Co warto zapamietać?:

  • Największym współczesnym i prawdopodobnie historycznym zwierzęciem jest płetwal błękitny (do 33 m i 180–200 ton), choć skrajne szacunki dla wymarłego Perucetus colossus sięgają nawet 340 ton przy ok. 20 m długości.
  • Gigantyzm waleni umożliwia środowisko oceaniczne (wypór wody, wysoka produktywność dzięki upwellingowi, obfitość planktonu i krylu) oraz przewagi energetyczne dużego ciała przy dalekich migracjach.
  • Kluczowe przystosowania: u fiszbinowców fiszbiny i ogromny worek gardłowy (jednorazowo kilkadziesiąt m³ wody, ok. 4 t pokarmu dziennie u płetwala błękitnego); u zębowców melon i echolokacja pozwalające „widzieć dźwiękiem” i polować w głębinach.
  • Główne zagrożenia ze strony człowieka: historyczne wielorybnictwo, obecnie m.in. zaplątania w sieci, kolizje ze statkami, hałas podwodny, zanieczyszczenia chemiczne i plastikiem, degradacja siedlisk oraz zmiany klimatu – 6 z 13 gatunków dużych wielorybów jest zagrożonych lub narażonych (IUCN).
  • W Bałtyku stałym przedstawicielem waleni jest krytycznie zagrożony morświn; duże wieloryby (np. finwale, sporadycznie płetwale błękitne, humbaki) pojawiają się rzadko jako goście sezonowi lub zabłąkane osobniki, zwykle w złej kondycji i z niskimi szansami na przeżycie.

Redakcja katamaranyzatoka.pl

Katamaranyzatoka.pl to portal poświęcony żeglarstwu, turystyce i aktywnemu stylowi życia. Publikujemy artykuły o katamaranach, poradniki dla miłośników sportów wodnych, inspiracje podróżnicze oraz praktyczne wskazówki zakupowe. To miejsce dla pasjonatów wiatru, wody i świadomych wyborów sprzętowych.

Może Cię również zainteresować

Potrzebujesz więcej informacji?