W nocy z 29 na 30 grudnia 1978 roku termometry pokazywały jeszcze dodatnie wartości, a w ciągu doby temperatura runęła do nawet -25°C, przy akompaniamencie huraganowego wiatru i nieustających opadów. Cały kraj został zasypany śniegiem, którego wysokość dochodziła do 84 cm, a życie gospodarcze i społeczne uległo całkowitemu paraliżowi. Wyjaśniamy, jakie były przyczyny i dokładny przebieg tej jednej z najsłynniejszych anomalii pogodowych w historii Polski.
Jaki był mechanizm meteorologiczny zimy stulecia?
Za gwałtowne załamanie aury odpowiadała kolizja dwóch rozległych układów barycznych nad Europą Środkową. Z północy, znad południowej Norwegii, napływał potężny wyż skandynawski, który zderzył się z aktywnym niżem wędrującym znad południowych krańców Polski. Spotkanie skrajnie różnych mas powietrza wytworzyło olbrzymią różnicę ciśnień, co bezpośrednio przełożyło się na wzrost prędkości wiatru do wartości około 60–70 km/h.
Występujące początkowo opady deszczu, przy gwałtownie spadającej temperaturze, błyskawicznie przeszły w intensywną śnieżycę. Mroźna masa powietrza pochodzenia arktycznego stopniowo przesuwała się z północy na południe kraju. Najwcześniej, bo już 28–29 grudnia, atak zimy odczuli mieszkańcy Pomorza i Suwalszczyzny, podczas gdy na Śląsk oraz Podkarpacie załamanie pogody dotarło z opóźnieniem, obejmując te regiony 30 i 31 grudnia.
Niespotykana siła tego zjawiska wynikała z długotrwałości utrzymywania się anomalii. Wiatr wywoływał ogromne zawieje i zamiecie śnieżne, formując w wielu miejscach zaspy śnieżne, których wysokość sięgała nawet kilku metrów. To właśnie te formacje w połączeniu ze spadkiem temperatury powietrza stały się bezpośrednią przyczyną nadchodzącego paraliżu.
Jakie wartości temperatury i pokrywy śnieżnej odnotowano?
Choć potocznie mówi się o niej jako o rekordowo mroźnej, zima 1978/1979 nie pobiła absolutnych minimów termicznych dla Polski. Temperatura powietrza obniżyła się do około -25°C, a w Suwałkach na początku stycznia odnotowano -26°C. Doświadczenie chłodu potęgował jednak silny wiatr, który sprawiał, że odczucie mrozu było znacznie bardziej dotkliwe, a silne wyziębienie organizmu następowało błyskawicznie.
Pod względem ilości białego puchu była to jednak zima absolutnie wyjątkowa. Grubość pokrywy śnieżnej w wielu regionach osiągnęła wartości, które do dziś pozostają historycznymi rekordami. Poniższa tabela przedstawia oficjalne pomiary maksymalne z początku 1979 roku:
| Lokalizacja | Maksymalna pokrywa śnieżna (cm) | Data pomiaru |
| Suwałki | 84 | 16 lutego |
| Łódź | 78 | 2 lutego |
| Warszawa | 70 | 31 stycznia |
| Chojnice | 60 | 19 lutego |
| Szczecin | 53 | 19 lutego |
| Koło | 46 | 26 lutego |
| Kielce | 39 | 2 lutego |
| Poznań | 29 | 20 lutego |
Co istotne, odchylenie średniej temperatury zimy od normy wieloletniej było w tej sytuacji mniej znaczące niż w innych słynnych latach, ale to właśnie skumulowana suma opadów i ich intensywność w krótkim czasie zdecydowały o sile kataklizmu. Zakłócenia pogodowe trwały nieprzerwanie od ostatnich dni grudnia aż do marca, kiedy to pojawiły się dodatnie wartości na termometrach.
Dla porównania, podczas innych ekstremalnych zim notowano znacznie niższe temperatury, lecz przy mniejszej ilości śniegu. W lutym 1929 roku odnotowano w Żywcu -40,6°C, a nieoficjalny pomiar w Kąclowej opiewał nawet na -48°C. Z kolei w styczniu 1940 roku w Siedlcach padł oficjalny rekord zimna (-41°C), a w 1987 roku w Białymstoku średnia temperatura stycznia wyniosła -15,1°C. To pokazuje, że o sile pamięci zbiorowej decyduje nie tylko mróz, ale przede wszystkim stopień wpływu anomalii na codzienne życie.
Dlaczego Polska stanęła w obliczu klęski żywiołowej?
Skutki lawinowego przyrostu śniegu i bardzo niskich temperatur były natychmiastowe. Z dniem 1 stycznia 1979 roku wojewoda gdański wprowadził na terenie województwa gdańskiego stan klęski żywiołowej. Decyzja ta wynikała z całkowitego odcięcia od świata wielu miejscowości oraz niemożności zapewnienia podstawowych dostaw. W skali kraju komunikacja miejska przestała funkcjonować, a transport kolejowy został sparaliżowany.
Jak zima zniszczyła szlaki komunikacyjne?
Ekstremalny mróz ujawnił wady ówczesnej infrastruktury w spektakularny sposób. W torowiskach masowo występowały pękające szyny, a zamarznięte zwrotnice kolejowe blokowały przejazd składom towarowym. W bydgoskim nie zdołano uruchomić 60% lokomotyw i elektrowozów. Z powodu tych przeciwności transporty węgla do elektrociepłowni docierały jedynie sporadycznie, a ich rozładunek i tak był niezwykle utrudniony przez zamarzający surowiec.
Nie lepiej działo się na drogach. Centralny Zarząd Dróg Publicznych informował o wyłączeniu z ruchu 36 tys. km dróg, nie licząc traktów lokalnych. Wykorzystanie autobusów stało się ekstremalnie trudne, gdyż przy temperaturach rzędu -12°C zamarzał olej napędowy, a w pojazdach marki Berliet zawodziły układy kierownicze. Aby przywrócić jakąkolwiek przejezdność, do odśnieżania skierowano wojsko wyposażone w czołgi, które gąsienicami zrywały zlodowaciałą, ubitą warstwę z jezdni.
Nam nie trzeba Bundeswehry, nam wystarczy minus cztery – to popularne wówczas powiedzenie idealnie oddawało gorycz i bezsilność społeczeństwa wobec niemożności poradzenia sobie struktur państwa z atakiem aury.
Czym skutkował kryzys energetyczny i mieszkaniowy?
Paraliż transportu niemal natychmiast przełożył się na dramatyczny brak węgla w składach opału i elektrowniach. Jak podkreślał historyk Robert Skobelski, polski system ciepłowniczy był wówczas skrajnie niewydolny. W konsekwencji w blokach z wielkiej płyty na warszawskim Ursynowie temperatura spadła do 7°C, a w wielu innych miastach niewiele przekraczała 10°C. Ciepła woda przestała płynąć z kranów, a Państwowa Dyspozycja Mocy regularnie ogłaszała dwudziesty stopień zasilania, co oznaczało odcięcie prądu dla odbiorców indywidualnych.
Agregat tych zjawisk prowadził do spektakularnych awarii. Wskutek zamarzania wody w instalacjach pękały kaloryfery, zalewając lokale. W samej Warszawie już 1 stycznia odnotowano 800 takich zgłoszeń, a w Łodzi problem dotknął 2000 mieszkań. Szacuje się, że w całej Polsce uszkodzeniu uległo nawet 300 tys. grzejników, w tym 30 tys. w ciągu zaledwie pierwszych trzech dni nowego roku.
Przyczyny niedoboru paliw miały również podłoże polityczne. W ostatnim kwartale 1978 roku premier Jaroszewicz podjął decyzję o zwiększonym eksporcie węgla na Zachód, aby pozyskać środki na spłatę zadłużenia. Spowodowało to, że zapasy surowca zgromadzone na sezon grzewczy 1978/1979 stanowiły jedynie nieco ponad połowę ilości uznawanej za bezpieczny, minimalny zapas.
Jak wyglądała codzienność Polaków podczas kataklizmu?
Życie chwilowo przeniosło się do mieszkań ogrzewanych prowizorycznymi metodami. Cichą bohaterką zimy stulecia stała się farelka, czyli grzejnik elektryczny produkowany w zakładach Predom-Farel w Kętrzynie. Poszukiwany był zwłaszcza model zwany „słoneczkiem”. Kto nie posiadał farelki, ratował się turystyczną kuchenką elektryczną ze spiralą, co niestety prowadziło w nocy do licznych tragicznych pożarów.
Z powodu niemożności dowozu towarów w sklepach zabrakło podstawowych artykułów spożywczych, świeczek, zniczy, a nawet mydła i pasty do zębów. Sprzedaż benzyny limitowano do 10 litrów na samochód. Z uwagi na odcięcie od zaplecza medycznego, w odciętych przez śnieg miejscowościach dochodziło do dramatów; dwie rodzące kobiety z Władysławowa nie doczekały się asysty lekarskiej, bo do miasta nie zdołał przebić się nawet wojskowy transporter.
Ekstremalne warunki zmusiły ówczesnego ministra oświaty i wychowania, Jerzego Kuberskiego, do wstrzymania powrotów dzieci i młodzieży z ferii. W jednym tylko Nowosądeckiem na przedłużonych zimowiskach zatrzymano ponad 1300 dziewcząt i chłopców. W opinii historyków, takich jak Andrzej Zawistowski, trudna sytuacja paradoksalnie nasilała postawy prospołeczne i integrowała rodziny, co w dłuższej perspektywie stało się elementem spajającym opór wobec niewydolnego ustroju.
Jak zima 1978/1979 wypada na tle innych surowych zim w XX wieku?
W powojennej historii Polski odnotowano kilka fal mrozów, które pretendowały do miana zimy stulecia, jednak każda z nich miała inny charakter. Przy porównaniu kluczowe staje się rozróżnienie pomiędzy ekstremalnym spadkiem temperatury a rekordową sumą opadów śniegu, co doskonale ilustruje zestawienie z latami 1928/29, 1939/40, 1962/63 oraz 1986/87.
Podczas gdy na przełomie ’78 i ’79 zmagano się głównie z zaspami, wcześniejsze kataklizmy cechowały się bezprecedensowym mrozem. W lutym 1929 roku średnie temperatury oscylowały od -13°C do -16°C, a w Rabce zanotowano nieoficjalne -45°C. W Olecku termometr pokazał -42°C, a Ilustrowany Kurier Codzienny donosił o -44°C w Kolbuszowej. Były to wartości absolutnie ekstremalne, przy których pękanie szyn następowało masowo, zamarzał port w Gdańsku, a 13 lutego zawieszono nauczanie na Uniwersytecie Jagiellońskim.
Zima 1939/1940 i 1962/1963 – okresy zapomnianych rekordów
W czasie II wojny światowej dokuczliwy mróz utrzymywał się w styczniu 1940 roku, kiedy to w Siedlcach odnotowano -41°C. Odchylenie średniej temperatury zimy od normy wieloletniej sięgało 6,6°C. Ponieważ jednak była to okupacja niemiecka, a dostęp do polskojęzycznych mediów był ograniczony, pamięć o tym zjawisku w świadomości zbiorowej jest dużo słabsza.
Z kolei przełom lat 1962 i 1963 przyniósł dwumiesięczne uderzenie aury. O sile tamtego mrozu świadczy pomiar z 28 lutego 1963 roku, gdy w Jabłonce zanotowano -38°C, w Nowym Targu -35°C, a w Rzeszowie -35,8°C. W fabrykach wstrzymywano produkcję z powodu braku energii i nieobecności pracowników, a na dworcach kolejowych gromadziły się tysiące zmarzniętych pasażerów.
Styczeń 1987 – mroźny epizod z rekordową pokrywą
Ostatnim poważnym atakiem zimy w XX wieku był styczeń 1987 roku. Choć fala mrozów nie trwała tak długo, jak w ’79, to właśnie wtedy w Białymstoku odnotowano -34,6°C, w Kielcach -33,9°C, a w Warszawie -31°C. Co więcej, na południu kraju odnotowano imponującą pokrywę śnieżną – w Bielsku-Białej 8 stycznia zmierzono jej wysokość na 87 cm. To pokazuje, że zima z przełomu ’78 i ’79, choć bezdyskusyjnie dotkliwa w skutkach społecznych, pod względem czysto fizycznych wartości termicznych nie była najsurowsza, ale to właśnie ona stała się symbolem totalnej bezradności państwa wobec sił natury.
Silny mróz i zamarznięty grunt doprowadziły też do katastrof wtórnych, które ciągnęły się jeszcze wiele tygodni. W połowie lutego 1979 roku doszło do wybuchu gazu w Rotundzie PKO w Warszawie, gdzie śmierć poniosło 49 osób, a przyczyną była między innymi niemożność wykrycia i zabezpieczenia nieszczelności w zamarzniętej ziemi. Gdy wiosną rozpoczęły się roztopy, zalegający śnieg, zawierający zapas wody sięgający w centralnej Polsce 100–150 mm, doprowadził do powodzi – wezbrania Narwi i Bugu zalały wiele miejscowości, a poniżej Pułtuska przerwany został wał przeciwpowodziowy.
FAQ – najczęściej zadawane pytania
Kiedy nastąpiło gwałtowne załamanie pogody zwane „zimą stulecia”?
Kulminacja nastąpiła w nocy z 29 na 30 grudnia 1978 roku, kiedy to w ciągu doby temperatura spadła z dodatnich wartości do około -25°C, z towarzyszącymi silnymi opadami i wiatrem.
Co było główną przyczyną tak nagłego pogorszenia się aury?
Przyczyną była kolizja dwóch dużych układów barycznych – wyżu skandynawskiego napływającego z północy i aktywnego niżu nad południem Polski, co wygenerowało olbrzymią różnicę ciśnień i silny wiatr.
Jakie były odnotowane temperatury i gdzie zanotowano najniższe wartości?
Temperatury spadły do około -25°C, a najniższe oficjalne pomiary wynosiły około -26°C w Suwałkach na początku stycznia.
Jak wysoka była pokrywa śnieżna w najbardziej zaśnieżonych miejscach?
W niektórych regionach grubość śniegu osiągała historyczne wartości, sięgając maksymalnie 84 cm w Suwałkach i 78 cm w Łodzi.
Dlaczego zima 1978/1979 doprowadziła do stanu klęski żywiołowej?
Szybki przyrost śniegu i mróz odcięły wiele miejscowości, sparaliżowały transport i dostawy, co spowodowało wprowadzenie stanu klęski żywiołowej w województwie gdańskim od 1 stycznia 1979.
W jaki sposób zima uszkodziła infrastrukturę transportową?
Mróz powodował pękanie szyn i zamarzanie zwrotnic, a duża część taboru kolejowego nie mogła ruszyć; na drogach z kolei zablokowano tysiące kilometrów tras i do odśnieżania użyto wojskowych czołgów.
Jakie skutki miała awaria systemu energetycznego i brak węgla dla mieszkańców?
Braki węgla i problemy z dostawami prądu spowodowały znaczne wychłodzenie mieszkań, brak ciepłej wody oraz masowe pęknięcia i zamarzanie instalacji grzewczych, co doprowadziło do setek tysięcy uszkodzonych grzejników.
Czym zimę 1978/1979 różniono od innych surowych zim XX wieku?
Tamta zima wyróżniała się przede wszystkim rekordową ilością śniegu i jego kumulacją w krótkim czasie, podczas gdy inne ekstremalne zimy cechował przede wszystkim wyjątkowy mróz.